Skąd wzięły się blogi? Poznajcie historię blogowania

Lipiec 2, 2015 Blog, Internet Brak komentarzy

Zastanawialiście się kiedyś skąd w ogóle wzięły się blogi? Skąd określenie blog? W jaki sposób zdobyły popularność? Jeśli nie, to mam nadzieję, że poniższy tekst udzieli Wam odpowiedzi na te pytania.

Tradycyjny blog

Weblog to jeden z najpopularniejszych terminów w świecie Internetu. Powstał z połączeniu dwóch słów: web – sieć oraz log – kojarzonego z dziennikiem okrętowym. Jego autorem jest John Berger, zatrudniony w instytucie pedagogicznym Uniwersytetu Northwestern. Pasjonował się literaturą i sztuczną inteligencją. Zasłynął jako redaktor jednego z pierwszych dzienników internetowych (www.robotwisdom.com), na łamach którego w 1997 roku użył słowa weblog. Z czasem termin został skrócony to słowa „blog”. Dokonał tego Peter Merholz w 1999 roku. Podzielił on wyraz „weblog” na „we blog”, czyli „my blogujemy”.

Pierwsze blogi były tworzone przez swoich autorów

Ich duża popularność i status gwiazd, który niejednokrotnie osiągał autor ciekawego pamiętnika, przykuł uwagę operatorów komercyjnych. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać serwisy umożliwiające szybkie i łatwe stworzenie swojego bloga, bez znajomości technik tworzenia witryn internetowych. Lawina szybko ruszyła i dzisiaj blogi są jednym z najciekawszych zjawisk socjologicznych i jednym z najczęstszych sposobów ”wyrażania siebie”.

pisanie

Niemożliwym jest ustalenie liczby wszystkich blogów na świecie. Jednak w 2011 roku serwis Blogpulse szacował ich liczbę na około 135 milionów[1]. W samej tylko Polsce istnieje ponad 3,5 miliona dzienników internetowych (między innymi 1,8 mln na Onecie, 941 tys. na Bloog.pl, 388 tys. na Znajomi.pl i niecałe 300 tys. na Blox.pl). Należałoby do tego doliczyć jeszcze strony internetowe, powstałe z wykorzystaniem chociażby systemów WordPress i Joomla, a które też są blogami. Prawda jest jednak taka, że większość internetowych dzienników istnieje przez kilka miesięcy lub tygodni. Ich autorzy szybko tracą zapał i przestają publikować kolejne wpisy. Jednak aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba też dodać, że wielu zapaleńców potrafi prowadzić kilka blogów jednocześnie.

Sam termin blog nie ma już tak jednoznacznej definicji

Coraz większe możliwości komputerów i coraz większe przepustowości łączy internetowych sprawiły, że rozwinęły się tzw. fotoblogi i wideoblogi. Ich twórcy opierają swoje witryny przede wszystkim na multimediach. Na fotoblogach w wielu przypadkach próżno szukać esejów lub w ogóle jakichkolwiek słów. Ich autorzy ograniczają się do przekazu wizualnego, który prezentują poprzez swoje zdjęcia. Z kolei wideoblogi, to po prostu filmy wideo, na których autor najczęściej siedzi w swoim pokoju i komentuje to, co akurat przyjdzie mu do głowy lub pokazuje np. sposoby na przejście jakiejś gry. Filmowa wersja weblogów zyskuje coraz większą popularność na całym świecie. Do ich prowadzenia nie jest nawet potrzebna strona internetowa. Wystarczy konto na serwisie YouTube. Jednym z popularniejszych blogerów tego typu (także w naszym kraju) jest Jenna Marbles[2] ze Stanów Zjednoczonych. Co tydzień publikuje ona nowy, prześmiewczy filmik, na którym w groteskowy sposób komentuje zachowania mężczyzn i kobiet. Każde jej wideo jest średnio wyświetlane ponad 500 tys. razy.

Według Olszańskiego najpopularniejszymi blogami w naszym kraju są osobiste pamiętniki, na których autorzy opisują swoje codzienne życie, często nie szczędząc jego pikantnych szczegółów. Osoby tego typu są nazywane „ekskribicjonistami”. Wyraźnie wyznaczają oni granicę pomiędzy osobistym pamiętnikiem, ukrytym głęboko w szufladzie, a tym prezentowanym na łamach cyberprzestrzeni, który wręcz powinien być czytany przez wszystkich. Zdaniem Marii Cywińskiej-Milonasz z Pracowni Badań Internetu w Instytucie Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego[3] duży wpływ na popularność wyrażania siebie poprzez blog miał artykuł Leszka Talki o nazwie „Smutek blogacza”. Został on opublikowany w czerwcu 2001 roku na łamach „Gazety Wyborczej”. Dziennikarz skupił się w nim na osobistym wymiarze blogowania, przytaczając wiele kontrowersyjnych przykładów. Artykuł, który wprowadził do Polski słowo „blog”, zdefiniował typ blogera. Wykorzystały to serwisy typu blog.onet.pl, które zaczęły się reklamować hasłami „Opowiedz nam o swoim życiu!”. Stereotyp został utrwalony przez doniesienia dochodzące z Zachodu. Według jednego z nich brytyjska stewardesa Ellen Simonetti została zwolniona z pracy za wystąpienie na blogu w kusej spódniczce.

bloging

O ogromnych możliwościach publikowania w sieci świat przekonał się między innymi po zamachu z 11 września 2001 roku. W pierwszych dniach po wydarzeniach w Nowym Jorku informacje publikowane przez niezależne od mediów osoby pomógł w opanowaniu sytuacji w mieście. A wojna z terroryzmem, ogłoszona przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Georga W. Busha, spowodowała eksplozję internetowego pisarstwa. To właśnie wtedy narodził się między innymi serwis Instapundit.com, polityczny blog prowadzony przez Glenna Reynlodsa, profesora prawa z Tennessee. Namawiał on do umiaru i nieprzenoszenia odpowiedzialności za tragedię na cały muzułmański świat. Odzew ze strony czytelników był potężny. Strona z prywatnego dziennika stała się masowo odwiedzanym medium, a naśladującego go lub polemizujące z nim „war-blogs” rozbudziło zainteresowanie czytelników. W ten sposób dziennikarstwo internetowe zyskało ogromną moc opiniotwórczą.

Za ojca poważnego, politycznego blogowania uznaje się Matta Drudge’a, autora strony „Drudge Report”[4]

Swój dziennik, złożony z cytatów z gazet i czasopism wraz odnośnikami, publikuje on nieprzerwanie od 1994 roku. Początkowo miał on formę e-mail rozsyłanych do zainteresowanych osób. Z czasem przybrał formę strony internetowej. Drudge informacje zdobył dzięki swoim znajomościom, które zdobył w trakcie pracy w sklepie z pamiątkami przy studiach stacji telewizyjnej CBS. Najsłynniejszym doniesieniem Drudge’a jest bez wątpienia „afera rozporkowa”, czyli romans Billa Clintona i Moniki Lewinsky. W 1998 roku dowiedział się on, że amerykański „Newsweek” przygotował duży materiał, demaskujący ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, jednak wstrzymuje się z jego opublikowaniem. Nie przeszkodziło to Drudge’owi w uprzedzeniu gazety i rozpętaniu jednej z największych afer, która niemal doprowadziła do odsunięcia Clintona od władzy.

A Conversation with William J. Clinton: William J. Clinton

Blogerzy polityczni większość swoich tematów czerpią z obserwacji tradycyjnych mediów. Pokazuje to kolejna afera, która rozpętała się w 2002 roku. Podczas urodzinowego przyjęcia kończącego 100 lat Stroma Thurmonda, polityka republikańskiej prawicy, głos zabrał Trent Lott, ówczesny lider republikańskiej większości w senacie. Wyraził on swój żal na temat przegranych przez Thurmonda wyborów prezydenckich w 1948 roku. Powiedział wręcz, że gdyby wygrał on z Harrym Trumanem, to Ameryka byłaby dzisiaj lepszym krajem. Problem polegał na tym, że Thurmond dla wielu Amerykanów był symbolem rasizmu, przez co też przegrał tamte wybory. Nie zauważyły tego największe media w USA. Jednak sprawa nie umknęła blogerom. Jako pierwszy napisał o tym liberalny felietonista Joshua Marshall. Nie tylko przytoczył on skandaliczną wypowiedź prominentnego polityka, ale także przebadał jego wcześniejsze wystąpienia i udowodnił, że w czasach studenckich należał on do stowarzyszenia rasistowskiego. Temat natychmiastowo podjęli inny blogerzy. Wielokrotnie atakowali oni stacje telewizyjne i redakcje gazet za to, że przemilczały tą sprawę. Wobec takiej sensacji i naporu ze strony internautów, główne amerykańskie media musiały podjąć temat wystąpienia Lotta. W niedługim czasie zdystansowali się od niego partyjni koledzy, z Georgem W. Bushem na czele, a sam Lott został zmuszony do złożenia dymisji. „Weblogi zdobyły swój pierwszy skalp” – z goryczą ogłosił cytowany przez Dana Gillmora[5] konserwatywny felietonista „New York Post”. Od tamtego czasu blogerzy zaczęli być postrzegani jako siła, z którą po prostu trzeba się liczyć.

W maju 2005 roku do czytania informacyjnych blogów przyznawały się 32 miliony Amerykanów[6], czyli mniej więcej 20 procent osób czytających prasę

Badanie przeprowadzone przez Marka Jeleśniańskiego w 2010 roku pokazało, że aż 57 procent polskich użytkowników Internetu czyta blogi polityczne[7]. Tak duża popularność była spowodowana przede wszystkim skutecznością blogerów. Oprócz „afery rozporkowej” i sprawy rasistowskich zapędów Trenta Lotta, blogerzy odkryli także, że przygotowany przez CBS News program oskarżający Georga W. Busha o unikanie służby wojskowej podczas wojny w Wietnamie, opierał się na fałszywych dokumentach. Wynikiem tego było zakończenie kariery przez prowadzącego Dana Rathera i rezygnacja Easona Jordana ze stanowiska szefa działu informacji sieci CNN, któremu blogerzy zarzucili kontrowersyjne wypowiedzi o amerykańskich żołnierzach rzekomo strzelających do wojennych korespondentów.

Kompromitowanie polityków i ludzi mediów to nie jedyna specjalizacja blogerów. Do historii Internetu przeszła kampania prezydencka Howarda Deana z 2004 roku. Ubiegał się on o kandydaturę na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej. Niestety dla niego był klasyfikowany dopiero na 8. miejscu na dwunastu kandydatów. Nie miał szans przebić się do świadomości obywateli i ewentualnych sponsorów kampanii wyborczej. Przełomowym momentem dla niego okazało się wsparcie znanego blogera Mathew Grossa. Gross zaczął prowadzić stronę informacyjną Deana, która przybrała formę bloga. Dzięki temu różniła się ona od stron politycznych konkurentów Deana. Była po prostu ciekawsza, żywsza, pełna informacji i zawierała linki do zaprzyjaźnionych stron i innych blogów. W ten sposób utworzyła się sieć zaprzyjaźnionych blogerów, którzy nie tylko dostarczali ciekawe informacje, ale przede wszystkim dyskutowali. Niejednokrotnie głos zabierał sam Howard Dean, który pytał swoich wyborców o wiele spraw, a niektóre decyzje podejmował na podstawie wyników z internetowych sondaży. Na wiecach polityka zaczęły się pojawiać tłumy ludzi, a jego konto kampanii wzbogaciło się o 25 milionów dolarów. Co prawda, Dean przegrał w prawyborach z Johnem Kerrym, ale politycy dostrzegli w ten sposób siłę blogosfery i zaczęli ją wykorzystywać w kolejnych kampaniach.

gazety

Blogi do tego stopnia zdobyły popularność, że zainteresowali się nimi prasoznawcy, którzy uznali taką formę pisania za pełnowartościową i włączyli ją do programu corocznej konferencji na temat dziennikarstwa internetowego, odbywającej się na Uniwersytecie Austin w Teksasie. Z kolei czasopismo „Columbia Journalism Review” uruchomiło stałą rubrykę poświęconą blogom. Co więcej, z informacji blogerów zaczęły korzystać profesjonalne media. Skończyło się to tym, że autorzy najpopularniejszych blogów politycznych otrzymali od Demokratów i Republikanów takie same akredytacje, jakie otrzymywali etatowi dziennikarze największych amerykańskich mediów.

Jeszcze bardziej do dziennikarstwa zbliżyli się blogerzy, którzy pisali na temat wojny w Iraku

Największą popularność, porównywalną z profesjonalnymi stronami informacyjnymi i stacjami telewizyjnymi, zdobył blog o nazwie „Where is Raed?”, pisany przez młodego mieszkańca Bagdadu o pseudonimie Salam Pax. Żył on w dzielnicy niedostępnej dla dziennikarzy. Z racji tego miał informację, do których nie byli w stanie dotrzeć profesjonaliści. Salam Pax opisywał codzienne życie w metropolii, jej oblężenie, strach ludzi przez amerykańskimi bombardowaniami i represjami ze strony upadającego reżimu Saddama Husajna. Blog zdobył tak dużą popularność, ponieważ jego autor umiał pisać w sposób ciekawy, miał ostre poglądy, ale przede wszystkim kilkukrotnie udało mi się zdementować amerykańskie, jak i irackie doniesienia (np. o podpaleniu przez Amerykanów składów ropy naftowej, co w rzeczywistości zrobili Irakijczycy). Następstwem tak duże zainteresowania było to, że media zaczęły wykorzystywać blogera jako swoje źródło informacji. Po zajęciu Bagdadu, dziennikarze „The Guardian” znaleźli Salam Paksa i wydali jego zapiski w formie książki.

wojna-irak

Wszystkie te historie zainspirowały profesjonalnych dziennikarzy, którzy z czasem – oprócz współpracy z tradycyjnymi mediami – zaczęli pisać własne blogi. Jednym z nich był Chris Albritton, korespondent wojenny, były dziennikarz Associated Press i nowojorskiego „Daily News”. W momencie wybuchu wojny w miejscu, które znał z wcześniejszych wypraw, zaapelował do internautów o finansowe wsparcie. Ci odpowiedzieli na jego prośbę, czego owocem była suma 15 tys. dolarów. Dzięki temu mógł zakupić odpowiedni sprzęt i po raz kolejny wybrać się w miejsce prowadzenia walk. Jego blog www.back-to-iraq.com zyskał ogromną popularność. W 2005 roku Albritton po raz trzeci pojechał do Iraku. Był wtedy rozchwytywany przez największe redakcje świata, z magazynem „Times” na czele.

Niedaleko trzeba szukać przykładów z polskiego podwórka. Wystarczy chociażby wspomnieć sprawę blogerki o pseudonimie Kataryna. Komentowała ona codzienne życie polityczne w naszym kraju. Z czasem weszła w konflikt z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą. Jego syn groził sądem jej i platformie Salon24, na którym pisała swojego bloga, jeśli nie ujawni jej danych. O sprawie mówiły wszystkie największe media w Polsce. Zastanawiano się, kim jest Kataryna. Kto kryje się pod tym pseudonimem. „Nad tożsamością Kataryny zastanawiały się od kilku lat tysiące internautów, dziennikarzy i polityków. Na anonimowości buduje swoją legendę. Zrobiło się o niej głośno, bo kilka razy miała mocne polityczne wpisy. Ale zazwyczaj zajmuje się moralizatorskim analizowaniem tekstów prasowych. Z wielką łatwością recenzuje prace dziennikarzy, zarzucając im a to stronniczość, a to nierzetelność informacji, a to pisanie na zamówienie, a to niewystarczającą wnikliwość. Zawsze skryta pod pseudonimem, który nie pozwala na żadną poważną polemikę zaatakowanym autorom. Internauci wyrabiają sobie więc zdanie na temat dziennikarstwa i konkretnych dziennikarzy na podstawie jej wpisów – ona żadnej odpowiedzialności za to nie ponosi.”[8]

Blogi profesjonalne

Wszystko to sprawiło, że stało się to, co stać się musiało. Sprytni biznesmeni zauważyli, że na blogach można zacząć zarabiać. Skoro cieszą się tak dużą popularnością, to na pewno da się ją zmonetyzować. Szybko okazało się, że mieli rację. Trzeba było jednak znaleźć swoją niszę, jedną tematykę, którą blog będzie się zajmował. Wzorcowym przykładem takiego działania jest strona „Gawker”, która działa do dnia dzisiejszego. Jej autor – Nick Denton, ówczesny dziennikarz „Financial Times” – w 2002 roku, na alkoholowej biesiadzie z kilkoma kolegami po fachu, wpadł na pewien pomysł – fajnie byłoby wykorzystać popularną blogową i zacząć pisać na jakiś modny temat, a potem sprzedawać reklamy tak, jakby to była normalna gazeta[9]. Jak powiedział, tak też zrobił. W 2005 roku działały już między innymi: „Gawker” – magazyn plotkarski o nowojorskim towarzystwie, „Wonkette” – również plotkarski, ale o elicie politycznej Waszyngtonu, „Defamer” – o gwiazdach i premierach filmowych, „Gizmodo” – blog o gadżetach i nowych technologiach (ma swój polski odpowiednik), „Jalopink” – poświęcony motoryzacji, czy wreszcie erotyczny „Fleshbot”. Oprócz nich działało jeszcze sześć innych blogów, poświęconych różnej tematyce (np. gier komputerowych). Denton swoich redaktorów szukał wśród mniej lub bardziej popularnych blogerów. Jedną z nich była Elizabeth Spiers, 26-letnia analityk finansowa z Alabamy. To on prowadziła tytułowego „Gawkera”, który wkrótce znalazł się na liście najlepszych stron internetowych magazynu „Time”. Taka formuła przynosiła korzyści praktycznie wszystkim – właściciel zarabiał na reklamach, blogerzy dostawali wynagrodzenie i zdobywali popularność, dzięki której przenosili się do lepiej płacących redakcji mediów tradycyjnych, a czytelnicy mieli dostęp do ciekawych materiałów pisanych przez zapaleńców, którzy znali się na danym temacie.

gawker

Moda ta dotarła także do Polski

Jedną z pierwszych i zarazem najbardziej popularną siecią blogów profesjonalnych jest firma Blomedia.pl, która z czasem przekształciła się w NexWeb Media Sp. z o. o. Sieć powstała w 2007 roku. Aktualnie należy do niej 12 blogów, a najpopularniejszym z nich jest www.gadzetomania.pl, który traktuje o komputerach, gadżetach i nowych technologiach. Blog codziennie jest redagowany przez kilku autorów. Według danych Megapanel za czerwiec 2012 roku, sieć blogów NextWeb Media co miesiąc jest odwiedzany przez niemal 900 tys. unikalnych użytkowników, którzy generują niecałe 6 milionów odsłon stron. Tym samym wyprzedzają stron profesjonalnych mediów, jak chociażby Chip.pl. Blogi zdobyły tak dużą popularność, że zaczęły być wykorzystywane przez duże koncerny. Firma NextWeb Media ma na swoim koncie między innymi blogi stworzone dla marek samochodów Infinity i Peugeot oraz producentów sprzętu komputerowego Asus i Lenovo. Każdy z tych koncernów płaci za to, żeby blogerz np. przez 2 miesiące użytkowali samochód Infinity i opisywali związane z tym przeżycia. Wszystko po to, aby zareklamować swoje produkty. To także NextWeb Media podjęło współpracę z Tomaszem Lisem, czego owocem stała się strona internetowa NaTemat.pl. Warto zauważyć, że jest to zbiór blogów prowadzonych przez sławne osoby i profesjonalistów w danych dziedzinach. Za swoje artykuły nie otrzymują oni żadnego wynagrodzenia. Nie sposób też nie wspomnieć o takich blogach, jak chociażby Spidersweb.pl lub Antyweb.pl. Oba dotykają tematyki nowych technologii, komputerów, internetu, rynku e-commerce i start-upów. Z racji tego rywalizują ze sobą, często uszczypliwie komentując wzajemne poczynania. Zdobyły bardzo dużą popularność, a ich właściciele zarabiają całkiem dużo pieniędzy (według plotek Przemysław Pająk, właściciel Spidersweb.pl, co miesiąc zarabia dzięki blogowi około 30 tys. złotych).

Od razu nasuwa się myśl, że blogi profesjonalne to tak naprawdę portale tematyczne

Jest w tym sporo prawdy, ale są między nimi znaczące różnice. Olszański pisze przede wszystkim o prostocie. Blogi profesjonalne mają swoistą szatę graficzną, która niewiele odbiega od seryjnego bloga, który może założyć każdy użytkownik Internetu. Nie zawierają baz danych. Rzadko publikują dłuższe teksty. Poza tym w większości przypadków blogerzy piszą nie ruszając się z własnego domu (choć to moim zdaniem mocno się zmienia). Ja wymieniłbym jeszcze kilka, moim zdaniem ważniejszych różnic. Przede wszystkim od blogera nikt nie wymaga obiektywizmu. Co więcej, uważam, że wchodząc na jakiegoś bloga, czytelnik wręcz spodziewa się tego, że autor przedstawi mu swoje zdanie na danym temat. Poza tym blogerem może zostać każdy, kto ma odrobinę czasu i samozaparcia, żeby pisać kolejne newsy. Dziennikarzem już nie.

Fot. <a href="http://www.flickr singulair allergy.com/photos/barnett/2836828090/sizes/z/” target=”_blank” rel=”nofollow”>Flickr, Flickr, Flickr, Flickr, Wikipedia


[1] Zasięg blogosfery w Polsce. Prezentacja Andrzeja Garapicha na Social Media Day Poland w styczniu 2011 roku
[2] http://www.youtube.com/user/JennaMarbles
[3] Metablog. M. Cywińska-Milonasz, www.cywinska.pl
[4] Dziennikarstwo internetowe. M. Olszański, Warszawa 2006, str. 38
[5] We made Media. D. Gillmor, www.authorama.com
[6] Raport: Blogpsphere. Pew Internet & American Life Project, www.pewinternet.org
[7] Raport badań polskiej blogosfery. M. Jeleśniański, www.eredaktor.pl
[8] Wiemy, kim jest Kataryna. Sylwia Czubkowska, Robert Zieliński, www.dziennik.pl
[9] Dziennikarstwo internetowe. M. Olszański, Warszawa 2006, str. 42

Napisane przez Damian Jaroszewski